Blog > Komentarze do wpisu
Najlepszy odlot od lat
Nad tym, żeby animacja wzruszała głowią się pewnie sztaby speców od mimiki i psychologów. Przy „Up” musieli się bardzo napracować, bo to rewelacyjna bajka. A najlepsze w niej to, że to nie do końca taka bajka

Nadrabiamy Oscarowe zaległości i to szybciutko, bo do rozdania nagród już tylko kilkadziesiąt godzin! Teraz o filmie pomijanym wcześniej, z racji tego, że to animowane dzieło, i przyznaję szczerze, pomijanym niesłusznie! „Odlot” pozwala dać się oczarować kinu tak, jak to powinno się dziać w przypadku dobrych filmów i pozwala zobaczyć przez chwilę świat oczami dziecka – dobry, radosny, wart zachodu.

Wytwórnia Pixar ma szansę zdominować Galę Oscarową na stałe. Po zeszłorocznym czarującym Walle’m wypuściła w tym roku „Up”. I już przeszła do historii, bo to jeden z dwóch filmów, które, jako animacja kiedykolwiek zostały nominowane do Oscara w kategorii „najlepszy film”.

Jak do tego doszło? Otóż pewnego dnia Carl Fredricksen postanowia zrealizować marzenie swego życia i wyrusza w podróż do tajemniczej krainy w Ameryce Południowej. Wcześniej Carl wiedzie bardzo szczęśliwe życie u boku ukochanej żony i choć ich wielkie przygody kończą się zawsze w czterech ścianach, to jest to najszczęśliwsze z możliwych żyć. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, nawet szczęśliwe życie. Żona Carla umiera, a on, stary, schorowany, zmuszony do opuszczenia swojego gniazdka i przeniesienia się do domu dla ludzi nikomu niepotrzebnych (zwanych szczęśliwymi domami seniorów) postanawia spłatać losowi figla. Przyczepia więc do swej chatki setki baloników i… odlatuje! Pech, a może i nie, chce, że stetryczałemu jegomościowi przez przypadek w podróży towarzyszy pewien ośmioletni, natrętny grubasek. I tak lecą i lecą, aż docierają do Ameryki Południowej, a tam jest już tylko ciekawiej. Bo najpierw spotykają wielkiego niebieskiego ptaka, który zajada się czekoladą, a później natykają się na gadające ludzkim głosem psy…

„Up” to historia niezwykle zwyczajna. O tym, o czym najczęściej opowiada kino. O potrzebie miłości i przyjaźni, o potrzebie bycia z drugą, bliską osobą, o dobrych wyborach w życiu, które nie zawsze są łatwe, o wierze w szczęśliwe zakończenie i na koniec, a może przede wszystkim, o marzeniach. Marzeniach, które gdzieś tam, kołaczą się w tyle głowy, ale na które nie ma czasu. Nie ma, bo albo jest się zbyt zajętym innymi sprawami, żeby o nich pamiętać, albo spełnia się inne marzenie, zapominając o tym dawnym, jedynym prawdziwym, a może nie jedynym prawdziwym, ale takim, które – kiedy nie zostaje już nic innego – potrafi uratować życie… Na marzenia bowiem, zdają się mówić twórcy „Odlotu”, nigdy nie jest za późno. Z ich spełnianiem, to już nie tak do końca, ale jeśli pragnienie jest wystarczająco silne, to naprawdę trzeba wiele, żeby człowieka od jego realizacji powstrzymać.

Eh, piękna to bajka… Taka, na którą dorośli chętnie ciągną swoje pociechy, bo chcą znów poczuć się dziećmi. Uwierzyć, że marzenia się spełniają i po seansie przypomnieć sobie, że kiedyś, w młodości, to bardzo pragnęli… A później wrócić do codziennego życia, bo, jak pokazuje historia Carla, również ono może być spełnieniem marzeń, nawet wtedy, gdy sobie z tego nie zdajemy sprawy.

 

Aneta Zadroga

 

sobota, 06 marca 2010, anetazadroga82

Polecane wpisy